Nie wszystkie dni muszą być produktywne.
Nie wszystkie muszą coś wnosić.
Nie wszystkie będą odczuwane jako ważne, przełomowe, pełne działania.
I to nie znaczy, że są zmarnowane.
Czasem dzień po prostu płynie.
Bez emocji. Bez celu. Bez wyjątkowości.
Nie ma w nim nic spektakularnego – tylko obecność.
Tylko ciało, które nadal robi to, co robi każdego dnia:
– oddycha
– trawi
– filtruje
– chroni
– czuwa
Bez zachęty. Bez aplauzu. Bez lajków.
To też jest troska: pozwolić ciału być w zwykłości
Bez zmuszania do działania.
Bez stawiania nowych celów.
Bez szukania głębszego sensu tam, gdzie dziś go po prostu nie ma.
Nie trzeba szukać motywacji.
Nie trzeba „wymyślać się” na nowo.
Nie trzeba mieć ochoty.
Ciało nie musi być zachwycone. Ma prawo być ciche.
To nie zniechęcenie. To pauza
A pauzy są częścią rytmu.
Czasem nie chodzi o to, by coś naprawiać, tylko żeby nie przeszkadzać.
Nie wywierać nacisku. Nie „podnosić energii”.
Pozwolić, żeby po prostu było tak, jak jest.
Bez analiz. Bez akcji. Bez oceny.
Ciało nie funkcjonuje na zasadzie inspiracji
Nie potrzebuje codziennie sensu, celu, rozwoju.
Czasem potrzebuje świętego spokoju.
Albo ciepłej herbaty. Albo cienia. Albo tej samej ulubionej muzyki w tle.
Tylko tyle. I aż tyle.
Niektóre dni nie będą „Twoimi dniami”.
Ale nadal będą dniami, w których ciało oddychało.
Trzymało. Utrzymywało. Było.
To też jest sukces.
Tylko trochę cichszy.
Ale równie ważny. 💚




